środa, 30 stycznia 2013

WIDZIMISIE

 

Dzisiaj zapadł ważny dla sędziów sądów powszechnych wyrok w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym. Chodzi o sprawę rozpatrywaną pod. sygn. akt II SA/Wa 1918/12 w wyniku skargi na postanowienie Ministra Sprawiedliwości w przedmiocie uznania wniosku o ponowne rozpoznanie sprawy za niedopuszczalne. Sprawa jest o tyle interesująca, że pokazuje dobitnie czym kieruje się Minister Sprawiedliwości w sprawach „właściwego rozmieszczenia kadry sędziowskiej”… a co sprowadza się do:  WIDZIMISIE

Historia owego postępowania liczona być może niemalże w latach. Skarżący – sędzia sądu rejonowego dla Warszawy-Pragi Północ od dłuższego czasu starał się o przeniesienie do sądu rejonowego w okręgu Sądu Okręgowego w Łodzi. Powód starań? Nie dlatego, że w Warszawie jest ciężko, bynajmniej. Chodziło o względy osobiste a dokładnie konieczność sprawowania opieki nad ciężko chorym rodzicem. Sędzia wskazywał, że nie uchyla się od swoich obowiązków i przysięgi jaką składał odbierając nominację sędziowska, ale będąc w miejscu zamieszkania rodzica wymagającego opieki mógłby wykonywać swoje obowiązki i równocześnie opiekować się nim, bez uszczerbku zarówno dla sądownictwa, jak i dla rodziny. Ilość odmów Ministra Sprawiedliwości można by liczyć na pęczki, za każdym razem okazywało się, że nie.  A to nie ma etatu, a jak był etat odpowiedź sprowadzała się do nie bo nie. Całość w jednym zdaniu.  Po ostatniej odmowie Pan sędzia był na tyle zdeterminowany, że złożył wniosek o ponowne rozpoznanie sprawy w oparciu o przepisy kodeksu postępowania administracyjnego. Oczywiście Minister Sprawiedliwości uznał wniosek za niedopuszczalny wydając stosowne postanowienie. Na to postanowienie Pan sędzia złożył skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego wskazując, że odmowa przeniesienia jest decyzją administracyjną, a tym samym dopuszczalne jest złożenie wniosku o ponowne rozpoznanie sprawy. Przy okazji wskazywał również, że wymaga zachowania formy właściwej dla decyzji w tym uzasadnienia jednocześnie zarzucając naruszenie przepisów ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych.

Odpowiedź na skargę oczywiście godna była Ministerstwa Sprawiedliwości, w którym nawet samo pojęcie „kodeks postępowania administracyjnego” czy też „prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi” jest pojęcie nieznanym i nieprzyswajalnym, a co dopiero przepisy weń zawarte. Minister Sprawiedliwości wniósł bowiem o ODRZUCENIE SKARGI (sic!) i zasądzenie kosztów. No ale jak p.p.s.a. jest pojęciem nieznanym, to jak wymagać by ktoś przeczytał, że na postanowienie oparte o art. 134 k.p.a. skarga do WSA przysługuje…. W uzasadnieniu zawarł standard, czyli stwierdzenie powtarzane jak mantra w Ministerstwie Sprawiedliwości, że jego decyzja jest „swoistym aktem władczym właściwym dla władzy sądowniczej”, czyli, że mu wszystko wolno. A tak w ogóle to jest to równocześnie decyzja podlegająca pod „stosunek służbowy lub podległość organizacyjną” więc skarga jest niedopuszczalna. Oczywiście wskazał też, że od decyzji o przeniesieniu sędziego przysługuje odwołanie do Sądu Najwyższego więc to nie decyzja administracyjna tym bardziej.

Takie stanowisko zaś przy okazji przeczy teorii „wykonalności decyzji o przeniesieniu sędziego” przy okazji przenosin sędziów z likwidowanych sądów. Jak bowiem wymagalny może być „swoisty akt władczy właściwy dla władzy sądowniczej”?? Nijak!!!

Dzisiejszy wyrok był druzgocący dla Ministerstwa Sprawiedliwości. Uchylono postanowienie i przekazano sprawę do ponownego rozpoznania Ministrowi Sprawiedliwości. W ustnych motywach rozstrzygnięcia sędziowie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie nie pozostawili na Ministrze Sprawiedliwości suchej nitki. Powołując się na orzecznictwo Sądu Najwyższego skład WSA w Warszawie wskazał, że decyzja Ministra Sprawiedliwości o wskazaniu innego miejsca służbowego nie jest i nigdy nie może być uznana za kwestię stosunku służbowego. To już drugi skład WSA w Warszawie, który stwierdza to samo, bo w sprawie innego sędziego w listopadzie inny skład uznał analogicznie. WSA w Warszawie stwierdził, że decyzje MS w przedmiocie przeniesienia nie maja charakteru wewnętrznego tylko zewnętrzny i tym samym spełniają przesłanki materialne pojęcia decyzji administracyjnej i nie może budzić wątpliwości, że nimi są. I jako takie podlegają kontroli sadownictwa administracyjnego. Jednocześnie wskazano, że istnieje możliwość odwołania się od decyzji Ministra Sprawiedliwości w przedmiocie przeniesienia sędziego do Sądu Najwyższego, nie zwalnia z uznania, że to jednak decyzja administracyjna, bo w polskim prawodawstwie istnieje szereg decyzji administracyjnych, od których przysługuje odwołanie do sądu powszechnego.

Moim zdaniem jest to ważne orzeczenie i pokazuje, że Minister Sprawiedliwości nie jest organem, który może sobie robić co chce i jak chce, bo polskie prawo wymaga zapewnienia drogi sądowej w taki czy inny sposób.

To orzeczenie przy tym nie zmienia w sposób istotny sytuacji sędziów z sądów likwidowanych, bo po pierwsze ignorując prawo administracyjne i opierając się na stwierdzeniu o „akcie swoistym dla władzy sądowniczej” nie nadano decyzjom o przeniesieniu rygoru natychmiastowej wykonalności… po drugie i równie istotne decyzje od których przysługuje odwołanie do sądu powszechnego jak np. decyzja ZUS nie stają się wymagalne dopóki sąd powszechny ich nie rozpozna. Tak więc co najwyżej sędziom z sądów likwidowanych przybył kolejny argument do walki z badziewiem ministerialnym: niewłaściwa forma oraz brak uzasadnienia powodująca konieczność uchylenia tych decyzji.

I tym razem to mnie WIDZIMISIE, że Ministerstwo Sprawiedliwości i Pan Minister po raz kolejny udowodnili, że utrzymywanie ich bytu jest niecelowe i „swoistym aktem władzy sądowniczej” powinno być jego zlikwidowanie, a już na pewno przekazanie nadzoru nad sądownictwem powszechnym powinno nastąpić na rzecz I Prezesa Sądu Najwyższego.


wtorek, 29 stycznia 2013

ANGRY BIRDS ANDROID DLA MINISTERSTWA SPRAWIEDLIWOŚCI

Na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości opanowano taktykę przyczajony tygrys ukryty smok…. Z tym smokiem i tygrysem przesadziłam, ale taktyka pozostała. Pojawiają się na stronie głównej o ile w ogóle nic nie znaczące informacje. Jednak myli się ten, który myśli, że nic się w Ministerstwie Sprawiedliwości nie dzieje. Specjaliści z Ministerstwa Sprawiedliwości nie próżnują wychodząc z założenia, że trzeba coś robić żeby robić, by udowodnić że są potrzebni. Co więcej zgodnie z zasadą przejrzystości działania organów wymyślają triki jak zamieścić coś żeby było zamieszczone, by nikt nie powiedział, że coś się robi w ukryciu, ale by obywatel nie znalazł za szybko bardzo ważnej informacji.

Tak mamy w naszym przypadku. Sprawdzam stronę Ministerstwa Sprawiedliwości systematycznie. Wchodzę to tu to tam, patrzę na ogłoszenia różne – przy okazji zwolniło się stanowisko Dyrektora Biura Kadr i Logistyki, więc kto chce niech się zgłasza, ale najpierw niech przeczyta ten wpis, oraz kilka innych, by podjąć świadomą decyzję mając na uwadze to pod czym będzie musiał się podpisać. Tyle wtrętu własnego.

Przyznaję, że tej informacji nie wyłapałam. Dowiedziałam się o niej z Alertu, czyli wiadomości jakie mi spływają po słowach kluczach. Wiadomość jaką otrzymałam na tyle mnie zainteresowała, że postanowiłam ją sprawdzić na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości.

Chodzi bowiem o pewien przetarg. Jednak Drogi Czytelniku jeżeli wejdziesz na przetargi na stronie BIP Ministerstwa Sprawiedliwości i klikniesz na rok 2013 tego przetargu nie znajdziesz. Ten przetarg jest bowiem zamieszczony w dziale zamówienia publiczne pod linkiem „Analizy rynku”…   Czyli linku na szaaaarym końcu umieszczonego nawet za „.Archiwum postępowań”.

Chodzi mi o postępowanie „Analiza rynku dotycząca szacunkowych kosztów zakupu tabletów ASUS Transformer Pad Infinity TF700T 64GB i stacji dokujących”…  (do sprawdzenia tutaj: http://bip.ms.gov.pl/pl/ministerstwo/zamowienia-publiczne/analiza-rynku/news,4679,analiza-rynku-dotyczaca-szacunkowych-kosztow.html). Oczywiście owa „analiza rynku” to nic innego jak preludium do sprawdzenia jaki tryb (najprostszy w realizacji) będzie możliwy do zastosowania. Jednak tuzy intelektu odpowiadające za to postępowanie zdają się zapominać w tym wszystkim, że organizując go naruszą podstawową zasadę postępowań publicznych w postaci zakazu określania przedmiotu zamówienia w sposób naruszający konkurencję.

Zastanawia mnie przy tym determinacja jaka jest po stronie Ministerstwa Sprawiedliwości do zakupu tych konkretnych tabletów. Wbrew pozorom nie jest to pierwsze postępowanie jakie zorganizowano w ramach „resortu sprawiedliwości”. Jest to TRZECIE podejście do zakupu tabletów. Dwa pierwsze postępowania zakończyły się fiaskiem  i były prowadzone przez słynne z rozrzutności Centrum Zakupów dla Sądownictwa w Krakowie, które nomen omen ma też robić zakupy dla jednostek resortu, a zatem i zdaje się Ministerstwa Sprawiedliwości, chyba, że to ostatnie już nie jest w resorcie (do sprawdzenia tutaj: http://www.czdsigb.gov.pl/zamowienia-publiczne/33-zamowienia-publiczne.html oraz tutaj http://www.czdsigb.gov.pl/zamowienia-publiczne/19-dostawa-komputerow-przenonych-i-tabletow-na-potrzeby-jednostek-organizacyjnych-sdownictwa-powszechnego.html).

Co więcej z ogłoszenia o owej „analizie rynkowej” nie wynika PO CO Ministerstwo Sprawiedliwości chce dokonać zakupu TYCH KONKRETNYCH TABLETÓW… Zaś wymagania okazują się nieprzystające do realiów w jakich będą używane.

Idąc od początku specyfikacji owych tabletów zainteresowało mnie wymaganie:
  1. „Obsługa wielu punktów dotyku (10 palców)”. Nie wiem, czy którakolwiek z szych w Ministerstwie Sprawiedliwości opanowała pisanie wszystkimi palcami… Moje wątpliwości rozwiał kolega, który poinformował mnie, że to nie chodzi o pisanie, ale o to, że niektóre GRY KOMPUTEROWE wymagają jednoczesnego dotykania monitora (przy monitorach dotykowych) w kilku miejscach i to dlatego jest taki wymóg.
  2. z powyższym wymaganiem wiąże się oczywiście rozdzielczość określona jako „10.1" podświetlany diodami LED WXGA (1280x800) Ekran” czyli nic innego jak FULL HD … no w końcu GRY KOMPUTEROWE wymagania mają, a jak się za dużo gra a monitor słaby to wzrok leci… i okulary trzeba będzie kupić…
  3. aplikacja „MyCloud”. Dla niewtajemniczonych powiem, że jest to usługa zwana inaczej „moja chmura” i pozwala na przechowywanie danych na centralnym serwerze gdzieś w sieci…
  4. o tym, że Ministerstwo Sprawiedliwości zamierza przechowywać pliki na serwerze obcym-nieministerialnym, świadczy również wymóg istnienia aplikacji ASUS WebStorage, która jest niczym innym jak: internetowym dyskiem twardym o pojemności 500 GB. Nie wiem czy ktoś kto planował ów zakup nie wie, że nie kto inny a Ministerstwo Sprawiedliwości wdrożyło Politykę Bezpieczeństwa zabraniającą przechowywania danych na serwerach zewnętrznych?? Toż to skandal!!!
  5. o przeznaczeniu zaś owych tabletów przesądza wymaganie istnienia aplikacji: TegraZone!!! Czyli nic innego jak aplikacja dla systemu Android, bo taki system jest wymagany, pozwalająca na wyszukanie i ściągnięcie NAJLEPSZYCH GIER DLA SYSTEMU ANDROID!!!
Nikogo nie interesuje, że system Android jakoś nie bardzo współpracuje z Windows, bo to różne systemy operacyjne. Nie pomoże aplikacja „File manager” jaka jest wymagana, bo to „moduł do zarządzania plikami, czyli dodawania i usuwania plików znajdujących się na serwerze. W naszym przetargu nie widać oczywiście ANI JEDNEJ APLIKACJI do pracy na plikach z wyjątkiem aplikacji Supernowe, czyli coś w rodzaju notatnika. Twórcy ogłoszenia nawet nie zadbali o to, żeby na tabletach była zainstalowana aplikacja „Open Office for tablet”.

Ja rozumiem, że TEN KONKRETNY TABLET jest jak laptop oraz, że wymienione aplikacje są niejako w pakiecie z tabletem, ale jak dla mnie taniej byłoby kupić laptopa ze stacją dokującą, bo przynajmniej można by na nim popracować i spójny byłby z systemami w Ministerstwie Sprawiedliwości. Pomijam oczywiście, że szychy z Ministerstwa Sprawiedliwości wypasione laptopy mają i zakup tabletów jak dla mnie nieuzasadniony, co narusza zasadę „celowości wydatkowania środków budżetowych” i to w dobie corocznego zamrażania wynagrodzeń w sferze budżetowej.

Bo jak na razie cel jaki przyświeca temu ogłoszeniu to nic innego jak zakup GADŻETU, po to, żeby szychy z Ministerstwa Sprawiedliwości miały Angry Birds Android i to w jakości Full HD. Skandal!!!

piątek, 25 stycznia 2013

SZASTANIE PUBLICZNYMI PIENIĘDZMI

We wtorek w niektórych mediach pojawił się „TEMAT SPOŁECZNIE WRAŻLIWY”. Dla osób nie wtajemniczonych śpieszę wyjaśnić, że jest to niczym innym niż „temat zastępczy”, czyli nius jaki ma odwrócić uwagę społeczeństwa od poważnego problemu. W naszym przypadku problemem wymagającym wyciszenia jest ujawnienie przez Gazetę Prawną faktu wpisania sobie przez Ministra Spraw...iedliwości do rozporządzenia w sprawie nadzoru administracyjnego nad sądami powszechnymi uprawnienia do żądania akt postępowania sądowego. Tematem społecznie wrażliwym jest krzywda ludzka w postaci przeprowadzenia egzekucji przez komornika sądowego wobec kobiety i to chorej na raka, która dłużniczką raczej nie była. Temat jakoś nie mógł się przebić przez media, poza te które poproszono o ujawnienie tematu. Trzeba bowiem pamiętać, że „temat społecznie drażliwy” jest tematem ZLECANYM przez właściwe osoby, w tym wypadku jakiegoś tuza piar (PR) w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Od razu zastrzegam, że krzywda ludzka nie jest mi obojętna, zaś problemy osób chorych na raka są mi osobiście znane. Jednak w tym wszystkim problemie rażą mnie dwie rzeczy.

Po pierwsze irytuje mnie brak poinformowania społeczeństwa o tym, że prawo, za którego ukształtowanie odpowiada Minister Sprawiedliwości jest złe. A w przypadku egzekucji, tak jak w przypadku e-sądu, wszystko opiera się na twierdzeniach tego kto zainicjował postępowanie, w tym wypadku wierzyciela. To PAN MINISTER SPRAWIEDLIWOŚCI, a nie kto inny, pomimo
podnoszonych od dawna krzyków i wniosków NIE ZMIENIŁ PRZEPISÓW nakazujących wierzycielowi (a w e-sądzie powodowi) wykazanie stosownym dokumentem, że prawidłowo oznaczył dłużnika (pozwanego). Ten problem wałkowany jest od dawna. Co więcej ten temat został wywołany niczym innym jak skutkami magicznych elektronicznych nakazów zapłaty wydawanych przez e-sąd niczym fabryka śrubek. Takich ludzi jak ta Pani są bowiem na skutek działania e-sądu tysiące!!! Proponuje zatem żeby wszyscy teraz zgłosili się do Ministra Sprawiedliwości po pieniądze jeżeli rzeczywiście zrealizuje swoją obietnicę… i również zażądali zwrotu pieniędzy!!!

I to jest ten drugi problem. Zacznijmy od tego, że obietnica zwrotu Pani pokrzywdzonej pieniędzy jest OBIETNICĄ BEZ POKRYCIA. Z przykrością bowiem informuję, że w budżecie Ministerstwa Sprawiedliwości nie ma przewidzianych możliwości dokonywania takich zwrotów!!! Niestety tym razem nie mamy przepisy prawa i to dość restrykcyjne. Nie pomoże Panu Ministrowi „duch prawa”, bo poza przepisami nad takim wydatkiem będzie krążył nie tylko duch, ale sam osobiście Minister Finansów Jan Vincent-Rostowski (vel Jacek Rostowski), a za nim Najwyższa Izba Kontroli oraz . Co więcej powinien się pojawić Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych w roli oskarżyciela oraz odpowiedni Prokurator. Dlaczego? Ano dlatego, że jest to wydatkowanie w sposób sprzeczny z ustawą budżetową i dyscypliną finansów publicznych a także narażenie Skarbu Państwa na szkodę. Znam budżet na ten rok Ministerstwa Sprawiedliwości i wiem jakie są w niej pozycje. Nie przewidziano w nim wydatków i darowizn na osoby fizyczne czy prawne w przypadku poprowadzenia niewłaściwej egzekucji, które w późniejszym terminie nie wiadomo na jakiej podstawie (może cesja wierzytelności??) będą egzekwowane od kogokolwiek, co zresztą wymaga orzeczenia sądowego. Jest pozycja „odszkodowania od Skarbu Państwa” jednak wypłata ich wymaga posiadania prawomocnego orzeczenia sądowego przeciwko Skarbowi Państwa reprezentowanemu przez Ministra Sprawiedliwości. A tutaj takiego nie ma.

Jest to również o tyle bulwersujące, że kreując się na „Janosika” czy „Mesjasza narodu” Pan Jarosław Gowin zapomina, że chce dokonać wypłaty ze środków publicznych. Ta obietnica to dla mnie sięganie do mojej i Czytelników kieszeni w celu promocji samego siebie. Łatwo bowiem powiedzieć „oto ja jedyny sprawiedliwy zwrócę te pieniądze” i sięgnąć do pieniędzy obywateli. Rozumiem, że mogła lub stała się krzywda, ale gdyby rzeczywiście Jarosław Gowin jako Minister Sprawiedliwości chciał pomóc, to mógłby zaoferować pomoc prawną i natychmiast zmienić przepisy. A jeżeli chce być Jedynym Sprawiedliwym (nie jako Minister) to niech wyciągnie z własnej kieszeni te 30 tysięcy. Wtedy zasłuży na te słowa.

Na razie z jednej strony Pan Minister Sprawiedliwości wali w Prezydium Sejmu, że sobie przyznaje nagrody ze środków publicznych w trudnej sytuacji finansowej, by za chwile wydawać te same środki publiczne w celu kreacji własnego wizerunku.

Podobno Jarosław Gowin ceni Margaret Thatcher. Szkoda że nie przyswoił słów, że środki publiczne to pieniądze podatników i że dlatego trzeba je szanować i wydawać tylko zgodnie z ich przeznaczeniem.

środa, 23 stycznia 2013

NIE MÓJ CYRK…



Miałam dzisiaj okazję obserwować posiedzenie Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka z udziałem Podsekretarza Stanu Wojciecha Hajduka w sprawie ustawy o okręgach sądowych… Jestem osobą, która nie jest za żadną partią od dawna, bo jakoś nie widzę możliwości wyboru z programów jakie partie oferują. Jednak to co zobaczyłam dzisiaj wprawiło mnie w stan osłupienia, bo nie myślałam i nie wiedziałam jak wygląda sejmowa rzeczywistość.

To, że łatwo nie będzie było wiadomo, bo woli politycznej partii rządzącej nie ma. Chodzi bowiem o bronienie rękoma i nogami pseudoreformy Ministra Sprawiedliwości Jarosława Gowina.  To nawet widać jak zasiada reprezentant Ministra Sprawiedliwości na Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Zawsze w otoczeniu posłów PO.

W dniu dzisiejszym Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości zasiadł zgodnie z utrwalonym zwyczajem… otoczony posłami z PO, tymi co przybyli na miejsce o czasie… kilku sztuk brakowało. Na początku było dwóch posłów z PiS, reszty nie było bo jak powiedziano dlatego, że w dniu dzisiejszym był pogrzeb Jadwigi Kaczyńskiej. Co więcej tych dwóch posłów w pewnym momencie wyszło na ów pogrzeb. Nieobecność ich zatem w mojej opinii powinna być usprawiedliwiona, i winna prowadzić do uszanowania ich nieobecności choćby poprzez przesunięcie KSiPCz na inny termin. Tak było by godnie, ludzko. Nawet padł taki wniosek, ale poseł Jerzy Kozdroń mówiąc, że nie jest kulturalny (z tym się zgodzę pamiętając słowa jakie wypowiedział do Barbary Grabowskiej – przedstawicielki Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka na pewnym posiedzeniu) powiedział NIE.

Komisja zatem musiała obradować dalej.

Siedzący niedaleko Podsekretarza Stanu Wojciecha Hajduka poseł Żalek z PO złożył wniosek żeby zapytać przedstawiciela Ministerstwa Sprawiedliwości o ocenę reorganizacji… Nie wiem co ma piernik do wiatraka, ale widocznie dla Pana Posła ma… Oczywiście po wczorajszej publikacji na Stronie Wieści Dziwnych i NieDoKońca Prawdziwych wiemy, że Ministerstwo Sprawiedliwości twierdzi, że jest SUPER, choć NIE JEST. A dane jakie pokazują, są jakby to powiedzieć… co najmniej zaskakujące, bo nie wiem np. skąd liczba 20 spraw karnych prowadzonych od nowa… Pomijam oczywiście, że Minister Sprawiedliwości zapewne zapomniał poinformować, że pierwszy tydzień stycznia (a dzisiaj mamy 23 stycznia) to akta latały pomiędzy sądami przejmującymi a wydziałami zamiejscowymi tych sądów… Że od tego czasu to akta zakładają się na nowo… więc dla mnie ta liczba 20 spraw to nic innego jak manipulacja niedomówień i opieranie się na sprawach, w których terminy rozpraw zostały wyznaczone w drugim tygodniu stycznia, a nie wszystkie… Nic Propaganda sukcesu lodem z PRL musi być. Nie mniej jednak wniosek ten upadł…

Padł za to po raz kolejny wniosek tym razem zgłoszony przez Posła Kozdronia, żeby zawiesić pracę do czasu rozstrzygnięcia przez TK wniosku jaki tam zalega. Większość z Czytelników wie, że jest to wniosek, który już raz był złożony, a potem złożono wniosek o podjęcie prac i go przegłosowano na TAK. Po tymże jednak wniosku nastąpiła konsternacja… bo się okazało, że brakuje tych kilku posłów PO więc pewien młody człowiek z otoczenia posłów PO zaczął nerwowo biegać z telefonem, podbiegł prawdopodobnie do innego posła PO i wybiegli szukać zaginionych w akcji… Chodziło bowiem o to, że jak zabraknie owych dwóch sztuk z PO i wyszli by posłowie z pozostałych partii nie byłoby quorum, czyli wymaganej minimalnej ilości posłów by Komisja mogła obradować…

Jednak po chwili do sali gdzie odbywała się Komisja wpadli do sali, bo nie powiem, że weszli… Poseł Krzysztof Kwiatkowski, znany niektórym z występu przed Trybunałem Konstytucyjnym w sprawie wynagrodzeń sędziów Poseł Witold Pahl oraz jeszcze jeden z posłów jakiego imienia i nazwiska nie znam, by zająć miejsca w spokoju, bo w końcu już na posiedzeniu byli. Nie pomogło opuszczenie Sali przez pozostałych posłów (nie z PO), bo przy obecności 10 posłów na Sali, z czego 9 z PO (quorum 9 posłów) wiadomym było, że przegłosują co mają przegłosować.
Wszystko to działo się w ciągu w sumie 15 minut… SZOKUJĄCE?

Dla mnie tak. Bo okazuje się, że nie jest istotny interes społeczeństwa. Ważne jest by OCALIĆ MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI. Zobaczyłam bowiem jak w rzeczywistości funkcjonuje Sejm…

Jest oczywiście nagranie tego posiedzenia, ale niestety kamera nie obejmuje całej Sali. Najlepsze z nagrania jes zwłaszcza na końcu (tutaj http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/transmisje.xsp?unid=BD26A8127AB8FFE7C1257AF5003C4C34). Chodzi mi o zapis od 9:47:55 nagrania, kiedy poseł Kozdroń powiedział, że nie podoba mu się to przeciąganie liny… Tylko, że jemu chodziło co wyraźnie o to że jest reforma sądów i że proceduje się ustawę… Zgadzam się w tym miejscu ze słowami posła Kalisza do posła Kozdronia… „Mi też się nie podoba” i „Kto przeciąga linę? Gowin. A ty kontynuujesz”

Oczywiście Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości wyszedł z uśmiecham od ucha do ucha… Tylko jak to zestawić z przysięgą „Ślubuję uroczyście jako sędzia sądu powszechnego służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie według mego sumienia, dochować tajemnicy prawnie chronionej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości.”??

Może ktoś mi wytłumaczy…

Ja trzymam kciuki za tę ustawę, bo oddanie takiej władzy jak tworzenie organizacji sądownictwa w ręce osób niepowołanych jest niczym innym jak dawanie komuś broni, by strzelał do niewinnych.

Ciekawa jestem co zobaczę dzisiaj na Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka… bo dzisiaj będzie poddawany pod obrady słynny projekt pseudoposelski… czyli druk 880 o jakim pisałam wczoraj.

Choć jak na razie tak mi się kojarzy powiedzenie Nie mój cyrk, nie moje małpy… tylko czy aby na pewno?


QUO VADIS TEMIDO??



W dniu wczorajszym miałam zaszczyt uczestniczyć seminarium zorganizowanym przez Helsińska Fundację Praw Człowieka poświęconym dyskusji nad raportem „Asystenci sędziów i pracownicy sądów jako ważne ogniwo procesu orzeczniczego w sądach” autorstwa Artura Pietryki oraz Michała Szwasta (do zapoznania się tutaj: http://www.hfhrpol.waw.pl/legislacja/images/stories/file/Artur%20Pietryka%20Michal%20Szwast%20Asystenci%20sedziow%20i%20pracownicy%20sadow%20jako%20wazne%20ogniwo%20procesu%20orzeczniczego%20w%20sadach.pdf). Bez wątpienia z mojej strony raport ten był niezbędny i konieczny, a poważanie i status Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka gwarantowały rzetelność przeprowadzonej analizy sytuacji oraz obiektywizm.

Dla niektórych z Czytelników być może raport ten zawiera stwierdzenia „nie nowe”, ale jak do tej pory żadna z organizacji pozarządowych nie związanych wprost z sądownictwem nie próbowała podjąć tematu. Dla części zaś społeczeństwa sąd kojarzy się jedynie z sędziami i ewentualnie protokolantem lub panią z Biura obsługi interesanta. Tymczasem sąd to system naczyń połączonych. Sędzia nie będzie miał warunków by sądzić jeżeli nie będzie miał do pomocy asystenta sędziego oraz urzędników sądowych. Tego nie zmieni żaden nawet najgenialniejszy system informatyczny. Co więcej lansowanie idei propagandowej, że oto nadchodzi informatyzacja sądownictwa jest wciskaniem kitu, bo informatyzacja już dawno została wdrożona, również dzięki wsparciu z Unii Europejskiej. Lansowanie „tzw. systemu gliwickiego” jest zaś niczym innym jak tworzeniem fikcji w społeczeństwie, że oto zachodzą „niewiadomo jakie zmiany”, mimo, że system ten raczej wydłuża czynności, zwłaszcza sędziego. Pisał o tym mój ulubiony i bardzo mądry blogger we wpisie „Kalendarz” (tutaj: http://sub-iudice.blogspot.com/2013/01/kalendarz.html).

Tymczasem sąd to sędzia, który zajmuje się tylko sądzeniem, to powinno zaprzątać jego czas, asystent sędziego, który wspomaga jego działanie poprzez przygotowanie niezbędnych do właściwej oceny sytuacji informacji (orzecznictwa, poglądów doktryny jeśli problem skomplikowany, przygotowuje sędziego do rozprawy i sporządza projekty uzasadnień i rozstrzygnięć), ale też i urzędnik sądowy, bez którego Ci pierwsi są jak szewc bez butów. To urzędnicy dbają o obieg dokumentacji, to oni wykonują zarządzenia, to oni właśnie powodują, że system funkcjonuje. Komputer sobie nie założy akt, nie wykona kopii, nie wyśle wreszcie sam niczego pocztą.

Autorzy raportu poświęconego asystentom sędziów i urzędnikom sądowym przygotowywali się do niego długo, analizując „zaszłości legislacyjne”, to jakie zmiany wdrażali (o ile w ogóle) dożywotni specjaliści z Ministerstwa Sprawiedliwości pod rządami kolejnych Ministrów Sprawiedliwości, bo jak wiemy jest to gorące krzesło, aż do chwili obecnej. Co więcej zweryfikowali oni to co „w prawie” z tym do czego doprowadziło to prawo w rzeczywistości zbierając oficjalne dane w trybie informacji publicznej co jak wiemy nie jest prostą sprawą. Jedynie tytułem wtrętu przytoczę słowa Artura Pietryki, który powiedział, że Helsińska Fundacja Praw Człowieka, czyli jedna z największych organizacji pozarządowych walcząca o prawa człowieka na różnych polach była wzywana do wykazania ważnego interesu prawnego by uzyskać wnioskowane informacje. Niestety ABSURD tego przykładu pokazuje jednocześnie, że dla niektórych prezesów sądów ich pracownicy nie mają praw, bo jak wytłumaczyć takie działanie.

Analiza sytuacji dokonana przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, mimo, że nie dotyka szczegółów, to pokazuje, że im głębiej będziemy sięgać to będzie gorzej. Papka propagandowa Ministra Sprawiedliwości nic nie da dopóki nie będzie woli ze stronu inicjatora zmian legislacyjnych do gruntownego, właściwego, kompleksowego uregulowania ustroju sądów powszechnych, ale nie w celu własnego widzimisię kolejnego Ministra Sprawiedliwości, czy partii rządzącej, ale takiego, by system, który stworzy był solidnym, stabilnym, wieloletnim, dobrze funkcjonującym organem. Wszelkie akcje typu „Strategia Wymiaru Sprawiedliwości 2020” są bowiem niczym innym jak sądowaniem tego jakie zmiany ad hoc może wprowadzić ministerstwo i na ile będzie opór społeczny w ich wprowadzaniu, nie zaś sięgnięciem do zdiagnozowania problemów. Wspomniana przeze mnie strategia ministerialna nie obejmuje bowiem problemu asystentów sędziów i pracowników sądowych, ich pozycji i statusu i potrzebnych zmian.

Raport ten cieszy tym bardziej, że już w czwartek na Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka odbędzie się kolejne posiedzenie w sprawie pseudoposelskiego, czyli przygotowanego w Ministerstwie Sprawiedliwości a wniesionego przez zaprzyjaźnionych posłów PO oczywiście, projektu zmian ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych dot. asystentów sędziów. Ta proteza legislacyjna, gniot nad wszystkie gnioty forsowany jest z uporem maniaka pod hasłem deregulacji zawodu asystenta sędziego. Niestety z deregulacją ma wspólnego tyle, że może projekt ten leżał przez chwilę na półce deregulacja. Okazuje się bowiem, że jego nadrzędnym celem nie jest uregulowanie zawodu w taki sposób by nastąpił nawał kandydatów na to stanowisko, a co najwyżej aby ktoś się przynajmniej zgłosił. Tak naprawdę projekt ten ma napchać już pustą kasę Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratur zwanej powszechnie Hogwartem. To Hogwart ma organizować „staż asystencki” choć przez 3 lata nie poszczycił się szkoleniem innym niż „metodyka pracy asystenta sędziego w sprawach…”. Wszelkie zaś próby  zainicjowania nowych szkoleń spotkały się z „banem”. Nie wiem czy dobrze czy nie, ale pracownicy sądów nawet tego zaszczytu nie dostąpili…

Myślę, że najbliższa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka to dobry moment do tego by zadać pytanie QUO VADIS TEMIDO? Bo jak na razie wychodzi mi że na szafot… a sądownictwo w niedługim czasie rozsypie się niczym domek z kart… na skutek kolejnej wizji Ministra Sprawiedliwości wspieranego specjalistami z Ministerstwa Sprawiedliwości i kolejnymi bzdurnymi raportami zamawianymi przez to ministerstwo ze środków publicznych tylko po to żeby udowodnić własną tezę.  Jedyną Słuszną Oczywiście.

Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka w tym miejscu bardzo dziękuję za zaangażowanie, w szczególności dr Adamowi Bodnarowi, Pani Barbarze Grabowskiej oraz oczywiście autorom raportu Arturowi Pietryce oraz Michałowi Szwastowi, a także wszystkim, którzy przyczynili się do jego powstania. Bo okazuje się, że wszyscy dostrzegają ten sam problem niezależnie od miejsca z którego patrzą. A politycy powinni się zastanowić, że wszyscy nie mogą się mylić.

piątek, 18 stycznia 2013

E-SĄD POZA KONTROLĄ!!!

Ostatnio pewien mój znajomy poprosił mnie o to, żebym popatrzyła na projekt rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości w sprawie nadzoru administracyjnego nad sądami powszechnymi wskazując, że jest na stronie RCL (tutaj: http://legislacja.rcl.gov.pl/lista/517/projekt/32334/katalog/32341). No muszę powiedzieć, że już sam fakt znalezienia ostatniego projektu, czyli „najświeższego” dał mi wiele atrakcji. Do tej pory bowiem było tak, że ostatni projekt zawsze był dołączany do aktualnego poziomu stanu prac. Czyli jak projekt był na etapie „uzgodnień” to tam można było go znaleźć. Idąc dotychczasową praktyką weszłam na zaznaczony na niebiesko (oznaczający stan prac aktualnych) etap „opinia o zgodności projektu z prawem Unii Europejskiej” jednak w tej zakładce projektu trudno się go doszukać.

Projekt na szczęście jest w zakładce „Projekt”, czyli zgodnie z nazwą i logiką i jest oznaczony jako „projekt do uzgodnień(3).pdf”. Datowany jest na 13 listopada 2012 r. i w dniu 14 listopada 2012 r. (środa) został skierowany do uzgodnień resortowych… z terminem do zajęcia stanowiska do 19 listopada 2012 r. (poniedziałek). Co ciekawe brak śladu aby projekt ten został przesłany do Krajowej Rady Sądownictwa… no bo po co? Nieważne, że KRS wypowiedzieć się musi… Co więcej nawet jakby wysłano również do KRS ten projekt 14 listopada 2012 r. to może z uwagi na posiedzenie jakie się odbywało mogłoby wejść do porządku obrad, ale opinia o projekcie, który wraz z uzasadnieniem sporządzony jest na 74 stronach jakoś nie widzę by mogła być merytorycznie zaproponowana.

Problem również w tym, że projekt listopadowy różni się od poprzednich wersji… i zawiera przepis obecnie § 20 stanowiący, że „W ramach kontroli wykonywania obowiązków nadzorczych przez prezesów sądów apelacyjnych, Minister Sprawiedliwości może żądać od prezesa sądu apelacyjnego przedstawienia, w zakreślonym terminie, informacji lub dokumentów, w tym akt spraw sądowych, dotyczących wykonywania tych obowiązków”.

No muszę powiedzieć, że chyba kogoś nawet duch prawa opuścił… ten przepis stanowi bowiem przekroczenie delegacji ustawowej, bo w ramach wpisanego ustawowo nadzoru zewnętrznego uprawnienia nadzorcze wykonywane są nieosobiście przez Ministra Sprawiedliwości a przez sędziów wizytatorów. Po drugie jedyne uprawnienie dla tegoż ministra do żądania akt sprawy jest przewidziane do postępowań przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości… choć  nie wiem co ma to wspólnego z nadzorem… Po trzecie od kiedy to akta sprawy są dokumentem?? Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego to dokumenty tworzą akta sprawy!!!

Oczywiście mam świadomość, że po aferze bursztynowej Pan Minister Sprawiedliwości postanowił stworzyć przepis prawa do żądania akt sprawy, ale moim zdaniem musi być on zgodny z Prawem o ustroju sądów powszechnych.

Oczywiście takie działanie Ministerstwa Sprawiedliwości budzi również mój wewnętrzny sprzeciw jako obywatela, bo organ władzy wykonawczej nie może mieć uprawnienia brania sobie akt z sądu w ogóle, a wobec braku wskazania, że chodzi o akta spraw zakończonych tym bardzie. Ustrój, w którym organy rządowe brały sobie akta w każdym stadium postępowania nazywał się PRL i został obalony.
Dodam, że projekt ma jeszcze kilka innych ciekawostek jak przewidziana możliwość przeprowadzenia lustracji sądu i wydziału sądu przez inspektora ds. biurowości (taki ogólny zapis „lub inspektorów ds. biurowości”) mimo, że w u.s.p. napisano, że inspektor ds. biurowości to może lustrować… co najwyżej sekretariat wydziału.

Oczywiście w ramach projektu mamy… TABELKI różne… No cóż Ministerstwo Sprawiedliwości pozostaje Ministerstwem Statystyki zgodnie z zasadą, że Statystyka królową polskich sądów.
Najbardziej ubawiło mnie, że w ramach statystyk spraw tam wskazanych nie pojawia się sygnatura „Nc” czyli sygnatura nadawana w sprawach gdzie wydawany jest nakaz zapłaty… Oczywiście Wytrawni Czytelnicy wiedzą, że zarządzeniem Ministra Sprawiedliwości z dnia 25 września 2012 r. zmieniającym zarządzenie w sprawie organizacji i zakresu działania sekretariatów sądowych oraz innych działów administracji sądowej (Dz. Urz. Min. Sprawiedl. z 2012 r. poz. 157) Pan Minister zlikwidował podział spraw na „Nc” (te z nakazem) i „C” (te po sprzeciwie, zarzutach, oraz tych w których nie można było wydać nakazu zapłaty”. Jednak już zarządzeniem Ministra Sprawiedliwości z dnia 20 grudnia 2012 r. zmieniające zarządzenie w sprawie organizacji i zakresu działania sekretariatów sądowych oraz innych działów administracji sądowej oraz o zmianie zarządzenia zmieniającego zarządzenie w sprawie organizacji i zakresu działania sekretariatów sądowych oraz innych działów administracji sądowej (Dz. Urz. Min. Sprawiedl. z 2012 r. poz. 176) już się wycofał z tej zmiany i uchylił przepisy w tym zakresie zanim weszły one w życie.

Jednym słowem „Nc” nadal istnieje…

Może to i byłoby zabawne, gdyby nie to, że …. Ów projekt – oczywiście po „kolejnej korekcie”, która nie ujrzała światła dziennego, został podpisany z dniem 20 grudnia 2012 r. i opublikowany w dniu 17 stycznia 2013 r. pod poz. 69.

Ta „kolejna korekta” zmieniła znowu brzmienie § 20 i brzmi on tym razem jeszcze bardziej złowróżbnie „ W ramach kontroli wykonywania obowiązków nadzorczych przez prezesów sądów apelacyjnych Minister Sprawiedliwości może żądać od prezesa sądu apelacyjnego przedstawienia, w zakreślonym terminie, informacji lub dokumentów dotyczących wykonywania tych obowiązków, a w uzasadnionych przypadkach – także akt spraw sądowych”…

Państwo policyjne to za mało… czyżby nadszedł czas na ręczne sterowanie procesami??

A co do Nc… jakby tu powiedzieć „jest ale nie jest” … bo jak się okazuje tego samego dnia 20 grudnia 2012 r. Pan Minister Sprawiedliwości podpisał dwa sprzeczne ze sobą dokumenty… Czyżby czytanie było za trudne?? Nie… to chyba jednak Pan Alzheimer się pojawił.

Chyba, że to zabieg celowy… bo DZIĘKI TEMU  ROZPORZĄDZENIU SŁYNNY E-SĄD, KTÓRY JEST PRALNIĄ PRZEDAWNIONYCH I NIEWYMAGALNYCH ROSZCZEŃ I Z SĄDEM W ROZUMIENIU KONSTYTUCJI ZOSTAŁ POZA KONTROLĄ!

Chyba napiszę do Komisji UE, że Polska łamie art. 47 EKPP… Czas bowiem na poważne ruchy…

OJ TAM OJ TAM

Z nowym rokiem nie można powiedzieć, że Pan Minister Sprawiedliwości próżnuje. Gdzie nie spojrzeć to Jarosław Gowin. Każde media jego! Wypowiada się wszem i wobec, bo jakakolwiek „debata” on musi zabrać głos, a oczywiście temat się zawsze nadarzy. Czytania jest co nie miara...

Zastanawiam się tylko czy z wypowiedzi jakie padają nie wydziera nowa postać … nazywa się Alzheimer… Skąd... takie stwierdzenie?! Śpieszę wyjaśnić.

Ostatnio przeczytałam przedruk wywiadu z Jarosławem Gawinem w Polskim Radiu (tutaj: http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/758588,Gowin-reforma-sadow-jest-po-stronie-obywatela) .

Stwierdził on tam cyt.:

„Jeśli ktoś mówi, że reforma ma rozbić sitwę, jest to krzywdzące wobec środowiska sędziowskiego. Jeśli ktoś twierdzi, że musi dalej dojeżdżać do sądu, nie zna faktów – powiedział minister”.

I tak mnie natchnęło skąd ja znam tę sitwę??? Zaraz, zaraz…

Panie Ministrze zapomniał Pan co Pan mówił w zeszłym roku?? Może jakieś preparaty na pamięć należy kupić?? A jak nie pomagają to proszę iść się zbadać, bo brak pamięci krótkoterminowej może oznaczać poważne problemy natury neurologicznej!

Przypomnę zatem:

„- Uważam, że nie złamałem prawa. Ale powiem też otwarcie: mam w nosie literę przepisów, ważny jest ich duch. Ważne, że Polacy mają prawo żyć w państwie uczciwym, transparentnym, w państwie, w którym wymiar sprawiedliwości stoi na straży interesów obywateli, a nie na straży interesów sitwy tworzonej przez część środowisk prawniczych - powiedział Gowin.
Dodał, że nie da się zastraszyć: - Ja wiem, że ta sitwa jest przerażona tym, co robię, i chcę, by stąd poszedł jasny przekaz do tej sitwy: nie zastraszycie mnie - dodał Gowin.
Minister oświadczył, że zdecydowana większość sędziów dobrze wypełnia swoje obowiązki. Dodał jednak, że nie będąc prawnikiem, jest zdeterminowany, aby, jak się wyraził, "usunąć trąd z pałacu sprawiedliwości". - Wiem, że nieliczna część środowiska sędziowskiego i prokuratorskiego jest przerażona tym, jakie mogą być skutki moich działań - powiedział Gowin, deklarując, że zrobi wszystko, aby "odsłonić prawdę, niezależnie od tego, jakie mogą być następstwa dla niego lub innych osób".” (źródło: Polskie Radio http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/758588,Gowin-reforma-sadow-jest-po-stronie-obywatela).

Śmiem twierdzić, że to Pan doprowadził do takiej sytuacji. To Pan użył w jednej wypowiedzi słowa „SITWA” w kontekście środowisk prawniczych, ale i również sędziów oraz prokuratorów. To Pan doprowadził do spadku zaufania obywateli do sądów i sędziów. To Pan przez swoje niefortunne i nieprzemyślane wypowiedzi doprowadził do tego.

Myślę, że powinien Pan przeprosić sędziów, prokuratorów, adwokatów, radców prawnych, komorników itd. czyli wszystkie środowiska prawnicze za własne słowa.

Zaś co do osób „nie znających faktów” sugeruję, żeby Pan Minister pojechał w Polskę, ale NIE DO KRAKOWA, bo KRAKÓW to duża aglomeracja i zapytał się w Kasie Wydziału Zamiejscowego jakiegoś Przejmującego Sądu czy można wypłacić pieniądze tytułem zwrotu kosztów podróży świadka… Wydaje się, że to Pan Minister nie zna faktów.

A na przyszłość radzę pomyśleć zanim coś Pan powie… Bo powiedzenie „oj tam oj tam” w Pana wypadku nie da się zastosować. A nie da się jednym stwierdzeniem naprawić tego co się psuło przez prawie cały zeszły rok…